Wyzwanie dla transportu publicznego. Nowe unijne przepisy w walce ze smogiem

Elektryczne autobusy, śmieciarki czy samochody kurierskie. W ciągu najbliższych siedmiu lat transport publiczny czeka rewolucja ekologiczna. Tabor w prawie w jednej trzeciej będzie musiał być zeroemisyjny. I choć od dawna trwa wymiana m.in. autobusów, to miejscy przewoźnicy tacy jak KLA raczej stawiali na hybrydy, które są dużo tańsze. Teraz, zgodnie z wytycznymi Brukseli, będą musieli sporo zainwestować w pojazdy elektryczne.

W przypadku Kaliskich Linii Autobusowych ostatnich kilka lat to przeskok technologiczny. Stare, wysłużone i najczęściej kopcące pojazdy zastąpiły nowe. – W ostatnich dwóch latach wymieniliśmy połowę taboru – 30 jednostek jest nowych, z czego 16 autobusów jest o napędzie hybrydowym, czyli dieslowo – elektrycznym – przypomina Piotr Bewziuk z KLA.

Teoretycznie autobusy są ekologiczne. Jednak nie na tyle, by zacząć poważnie myśleć o ochronie środowiska i walce ze smogiem, który jest problemem nie tylko Kalisza, ale całej Polski i sporej części kontynentu. Dlatego Unia Europejska wprowadza nowe przepisy dotyczące taboru w firmach transportowych pracujących na zlecenia samorządów – spółkach komunikacyjnych, wywożących nieczystości, czy sprzątających miasto. –  Firmy, które świadczą usługi dla samorządów są zobowiązane, żeby wśród nowo zamawianych dla siebie pojazdów część była elektryczna, a druga część ma być niskoemisyjna – wyjaśnia Andrzej Grzyb, poseł do Parlamentu Europejskiego, który negocjuje zapisy dyrektywy z państwami członkowskimi. – Jeżeli chodzi o autobusy to elektryczne albo niskoemisyjne, a więc napędzane biometanem, gazem ziemnym, gazem sprężonym, czy płynnym powinny stanowić 16% wszystkich nowo kupowanych pojazdów.

A to nie lada wyzwanie. Szczególnie finansowe. – Te autobusy w eksploatacji są tańsze od diesla i to nawet o 70%. Natomiast przy zakupie, za jeden autobus elektryczny można kupić dwa autobusy o napędzie diesla. To bardzo dużo – wylicza Piotr Bewziuk z KLA. – Autobusy mają jeszcze jedną wadę. Na jednym ładowaniu mają dosyć krótkie zasięgi, to jest 150 kilometrów, co w naszych warunkach oznacza, że jeżeli rano autobus wyjedzie na linię to około południa trzeba by go doładować, więc albo by musiały być stacje na mieście, albo mogłyby pracę przewozową wykonywać w ograniczonym zakresie.

Wymiana lub uzupełnienie taboru o pojazdy elektryczne, tak by stanowiły 30% całej floty, powinno zakończyć się do grudnia 2026 roku. Z pewnością samorządy same nie poradzą sobie z takim wydatkiem, dlatego wsparcie zewnętrzne będzie niezbędne. A oprócz zakupu autobusów konieczna będzie budowa infrastruktury niezbędnej przy eksploatacji tego typu silników.

 

źródło: http://faktykaliskie.pl

AW, fot. arch., KLA

©2019 Andrzej Grzyb - Poseł do Parlamentu Europejskiego  |  Polityka Prywatności

Top

Log in with your credentials

Forgot your details?